|
Kultura i religia dla kulturalnych i religijnych
Blog > Komentarze do wpisu
Cień Kata
W piątek w jednej z gazetek rozdawanych za darmo w metrze rzucił mi się w oczy nagłówek „W Karolinie Północnej tysięczna egzekucja”. Zapewne chodziło o tysięczną egzekucję w całych Stanach, od czasu przywrócenia w tym kraju kary śmierci pod koniec lat siedemdziesiątych. Od razu przypomniał mi się bogaty zbiór urzędowych relacji z amerykańskich egzekucji, do którego mam w pracy dostęp poprzez serwis informacyjny Reutersa. Relacje te są zawsze takie same: opis zbrodni, za którą więzień został skazany, jego pobyt w więzieniu (ile lat i co w tym czasie robił), ostatni posiłek i ostatnie słowa, wreszcie sam sposób egzekucji, zwykle poprzez trujący zastrzyk. Jak wynika z tych suchych depesz, grubo ponad połowa więźniów przeżywała w czasie pobytu w więzieniu przemianę duchową. Zdarzali się oczywiście twardziele, jak ten, który na ostatni posiłek zjadł jedną czarną oliwkę a zamiast ostatniego słowa rzucił tylko ‘kiss my ass’. Zwykle jednak żałowali tego, co uczynili, przestrzegali innych przed wyborem złej drogi, wielu ukończyło zaocznie teologię a jeden został nawet pastorem, choć dziwny to pastor bez trzody. Kara śmierci wraz z typowym dla amerykańskiego systemu penitencjarnego długim okresem oczekiwania na wykonanie wyroku skutkowały korzyściami duchowymi dla morderców. Przypomniał mi się jeszcze jeden artykuł, także wygrzebany kiedyś spośród mrowia depesz informacyjnych poświęconych gospodarce i życiu „celebrities”. Był to krótki tekst o kacie z Dżeddy, drugiego co do wielkości miasta Arabii Saudyjskiej. Kat z dumą zaprezentował dziennikarzowi swój miecz, pochwalił się najstarszym synem, przyuczającym się powoli do rzemiosła, wreszcie opowiedział trochę o swoim życiu prywatnym. I tu niespodzianka. Okazało się, że kat z Dżeddy jest osobą chętnie zapraszaną przez ludzi na różnego rodzaju uroczystości, jest bywalcem dżeddyjskich salonów, człowiekiem, by tak rzec „światowym”. Zastanowił mnie wtedy ten zadziwiający brak tabu krwi, ten brak dystansu wobec kogoś, czyja profesja sprowadza się do odbierania życia innym. Jakże inaczej wyglądało to kiedyś w Europie. Kat, choć tolerowany jako element aparatu sprawiedliwości, budził strach i niesmak. Mieszkał zwykle na obrzeżach miasta i raczej nie utrzymywał zbyt szerokich kontaktów towarzyskich. Otaczała go aura swojego rodzaju nieczystości rytualnej, był kozłem ofiarnym, na którym spoczywała odpowiedzialność – choć nikt nie mówił tego wprost - za krew przestępcy. Zresztą taka niechęć wobec kata typowa była dla wszystkich kultur indoeuropejskich. Po dziś dzień nie wiem, co sądzić o tym arabskim braku dystansu wobec zawodu kata. Czy dotyczy to tylko wahabickiej Arabii? Czy w chlubiącym się prastarą kulturą, indoeuropejskim Iranie barbecue z katem też byłoby możliwe? Co myślą ludzie, zapraszający kata do domu? Być może gdzieś tu kryje się jedna z podstawowych różnic między cywilizacjami Ducha i Prawa.
poniedziałek, 05 grudnia 2005, arseniusz
TrackBack
Komentarze
Gość: Dante von Salza, 82.160.33.2*
2005/12/06 13:04:43
Ciekawy jest wątek cywilizacyjnego podejścia do kata. Baron Evola uważał, że w islamie przechowało się więcej wartości indoeuropejskich niż w chrześcijaństwie. Myślę jednak, że ta opinia wynika bardziej z zapatrzenia się w dżihad i anytżydowski afekt Evoli niż z rzeczywistych realiów. Sprawa kata to wyraźnie pokazuje.
Gość: Maciek W, ntwklan-62-233-204-42.devs.futuro.pl
2005/12/07 21:18:53
Kiedyś prof. Wolniewicz, w czasie jednej z telewizyjnych debat nt. kary śmierci tak zapędził dyskutanów w "kozi róg", że wyszło wszystkim, iż trzeba ją przywrócić w Polsce bo inaczej kraj będzie pogrążał się w zalewie prymitywnej przemocy i bandytyzmu. Zdesperowani redaktorzy musieli w związku z tym jakoś wybrnąć z sytuacji, sprowadzając temat do absurdu pytaniem - kto będzie katem? Na szczęście profesor szybko się zaoferował, że jak nie będzie chętnych to on chętnie będzie wykonywał wyroki śmierci np. przez powieszenie. No i co? Wieczorne pogaduchy z prof. Wolniewiczem, po robocie na temat filozofii, czy jego spraw zawodowych należały by pewnie do ciekawych co??? Taki mały mariaż zwyczajowy cywilizacji Ducha i Prawa hehehe. ;-)))
Gość: A.R.Seniusz, 193.201.139.6*
2005/12/08 09:56:54
Sęk w tym, że ktoś taki jak prof. Wolniewicz nie może być katem. W portki by narobił podczas wykonywania obowiązków służbowych. Już prędzej trzeba by kogoś zaimportować zza wschodniej granicy.
Gość: Lord Viader, chello084010241188.chello.pl
2005/12/08 15:40:23
U nas w Imperium nie mamy problemu z kadrą wykonawczą najwyższego wymiaru kary. Ci dzielni obywatele wykonują swoją profesję z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Moglibyśmy kilku wysłać coby i w prowincji Polska wykonywali swój zawód a także by szkolili polskie kadry.
|
|