Kultura i religia dla kulturalnych i religijnych
Blog > Komentarze do wpisu
C.S. Lewis – alchemik z Oksfordu
Jednym z najciekawszych i mało znanych aspektów przednowoczesnej tradycji europejskiej jest wpływ alchemii na literaturę. Średniowiecze i Renesans, rozmiłowane w symbolach i traktujące je jako przewodnik po „prawdach i rzeczach niewidzialnych”, dokonały inkorporacji arcybogatej symboliki alchemicznej na grunt chrześcijańskiej literatury, moralistyki a nawet architektury, co okazało się szczególnie silne w obszarze kultury brytyjskiej. Amerykański znawca tematu Stanton J. Linden pisze w monografii „Darke Hieroglyphics. Alchemy in English Literature from Chaucer to the Restoration”, że pisarze i poeci angielscy używali symboliki alchemicznej w swoich dziełach jako pożytecznego elementu zarówno satyry, jak i chrześcijańskiej alegorii. Czy znaczy to, że ci twórcy byli alchemikami, że przemycali w swoich dziełach doktrynę hermetyczną? Takie stwierdzenie zawierałoby nieco prawdy jedynie w wypadku Bena Jonsona. Pozostali autorzy, np. Chaucer,  Szekspir, Donne czy Milton, raczej nie łapią się na „alchemików przebranych za pisarzy”. Ci wielcy twórcy dostrzegli po prostu niesamowity potencjał, tkwiący w symbolice alchemicznej, będącej doskonałym narzędziem literackiej prezentacji prawd, postaw i przemian duchowych.

Można zarazem postawić tezę, że między symboliką chrześcijańską a alchemiczną istniało sprzężenie zwrotne. Chrześcijańska kultura ochrzciła wiele alchemicznych koncepcji, wykorzystując je do swoich celów. Aby się o tym przekonać, wystarczy porównać trzy etapy drogi mistycznej chrześcijanina (1. ciemna noc duszy  2. oczyszczenie, oświecenie  3. zjednoczenie, poznanie, wizja Boga) z trzystopniowym alchemicznym Magnum Opus: nigredo, albedo, rubedo. Początkiem procesu alchemicznego jest „czarna faza” nigredo, symbolizująca rozpad, redukcję, gnicie, opuszczenie, pierwotną bezkształtność. To odpowiednik „ciemnej nocy duszy” w życiu duchowym człowieka. Kolejnym krokiem jest „biała faza”, czyli albedo, związana z oczyszczeniem i oświeceniem duszy, która wyłania się stopniowo z czerni i smutku nigredo. Oczyszczona dusza gotowa jest do finalnego etapu podróży, jakim jest rubedo, „faza czerwona”. Rubedo oznacza przezwyciężenie przeciwieństw (conniunctio oppositorum), dlatego motywami literackimi lub ikonograficznymi typowymi dla niego są zaślubiny (często mariaż Króla i Królowej) a czasem śmierć kochanków, Słońce i Księżyc, ogień i woda, ciemność i jasność. Dzięki osiągniętej harmonii w symbolicznej retorcie „rodzi się” Lapis Philosophorum, będący bądź to znakiem doskonałej duszy, zjednoczonej i obdarzonej nieśmiertelnością przez Chrystusa, bądź też figurą samego Chrystusa. Jak widać, paralela między etapami mistycznej drogi chrześcijanina i stopniami Opus Magnum w europejskiej tradycji jest uderzająca.

Po schemat nigredo-albedo-rubedo oraz po obrazy alchemiczne chętnie sięgał William Szekspir. Frances Yates, autorka znanej monografii „The Art of Memory” wymienia tu takie sztuki jak „Burza”, „Stracone zachody miłości”, „Romeo i Julia”, „Kupiec Wenecki”, „Titus Andronicus” czy „Antoniusz i Kleopatra”. Symbolika alchemiczna, umiejętnie użyta w dziele literackim, pozwala autorowi osiągnąć cel, którym jest jak najpełniejsze utożsamienie się czytelnika z duchowymi perypetiami bohatera. Czytelnik nie musi orientować się w środkach, jakich użył autor, aby przeżyć katharsis. Raczej same te środki apelują do najgłębszych pokładów naszej jaźni, wywołując pożądany przez autora efekt.

Martin Lings, uczeń i przyjaciel Lewisa, zwrócił uwagę, że literackie motywy alchemiczne obecne są też w dziełach współczesnych brytyjskich klasyków, oksfordzkich Inklingów. Szczególne mistrzostwo w ich wykorzystaniu osiągnął Lewis w „Perelandrze”, środkowym tomie tzw. Trylogii Międzyplanetarnej, której bohaterem jest wzorowany na Tolkienie filolog Ransom, wezwany przez moce anielskie na Wenus (Perelandrę), gdzie ma stoczyć bój z Nie-człowiekiem, czyli Szatanem usiłującym skusić pierwszych mieszkańców planety do popełnienia grzechu nieposłuszeństwa, podobnego do grzechu prarodziców w Edenie.

Wielodniowa walka Ransoma z Nie-Człowiekiem ma miejsce w całkowitych ciemnościach, w jaskiniach pod powierzchnią ziemi. Ransom wielokrotnie jest bliski załamania, traci wiarę w powodzenie i sens swojej misji, ból i zmęczenie ciała towarzyszą wyczerpaniu duszy. Ta część powieści to oczywiście nigredo bohatera. Znajdujemy tu wiele elementów typowych dla literackiego nigredo: zejście do podziemi, ciemność, poczucie osamotnienia, rozpacz, gniew, zagubienie i lęk. Ostatni atak Nie-człowieka ma miejsce w jaskini, oświetlonej ogniem płonącym w głębokiej, wypełnionej lawą rozpadlinie. Tu właśnie, na przecięciu stref światła i ciemności udaje się Ransomowi ostatecznie zepchnąć Nie-człowieka w płonące trzewia ziemi.

Wyczerpany, ale uwolniony od Nie-człowieka, Ransom podejmuje wspinaczkę ku światłu. W pewnej chwili porywa go bystry nurt podziemnej rzeki. Prąd wynosi go na szczyt jakiejś góry, „w krainę słońca, powietrza i ciepła”. Powietrze przesycone jest lekką mgiełką, dookoła perli się rosa. To nie koniec wędrówki, ale początek albedo, fazy obmycia i oczyszczenia, początek reintegracji duszy zahartowanej w walce, która jeszcze niedawno toczyła w ciemnościach. Ransom odpoczywa przez kilka dni, nabiera sił pożywiając się kiściami podobnych do winogron owoców (Eucharystia?). Spoglądając na górski krajobraz spostrzega odległy łańcuch grzbietów górskich „ukoronowanych czerwonymi turniami” i postanawia wyruszyć w ich kierunku. W trakcie podróży odkrywa skutki starcia ze Złem: ranę w pięcie, zadana ludzkimi zębami, ”która nie wyglądała groźnie, ale wciąż krwawiła”. To oczywiście cena zapłacona za starcie z Diabłem, parafraza Protoewangelii z Księgi Rodzaju: „Wtedy Pan Bóg rzekł do węża… wprowadzam nieprzyjaźń miedzy ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15)

Wreszcie Ransom dociera do wysokich, czerwonych turni i do położonej między nimi purpurowej doliny, której skalne zbocza porasta kobierzec czerwonych lilii. W dolinie Ransom staje przed obliczem anielskich Eldilów z Perelandy i Malakandry, jest świadkiem zaślubin pierwszych mieszkańców planety, Króla i Królowej. Oto prawdziwe literackie rubedo: cel został osiągnięty, harmonia przywrócona, misja dobiegła końca, czas wracać na Ziemię.

Inklingowie mają pojętnych uczniów. Alchemiczny schemat nigredo-albedo-rubedo konstytuuje cykl powieści o Harrym Potterze, ale to już zupełnie inna historia.

Już wkrótce:

1. Chrześcijanski wegetarianizm?

2. C.S. Lewis jako oksfordzki astrolog

wtorek, 31 stycznia 2006, arseniusz
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Dante von Salza, 82.160.33.*
2006/02/01 19:58:41
No cóż ponownie po trylogię międzyplanetarną jak na razie nie mam możliwości sięgnąć, ale za to ponownie wezmę się za lekturę "Odrzuconego Obrazu" oksfordzkiego alchemika.
Przy okazji symbol by działać na jaźń nie musi być dokładnie rozpoznany przez człowieka, ale i tak należałoby wzdechnąć nad upadkiem kultury symbolicznej. W naszej rzeczywistości nad archetypami i symbolami pochylają się przede wszystkim spece od reklamy by zyskać wiedzę jak skuteczniej wciskać nam kolejne towary. Są już nawet książki o tym jak ich używać w marketingu. Nasi pasterze w większości wolą skupiać się na moralistyce i teologicznych banałach. A przecież nie chodzi w tym wszystkim o jakąś erudycyjną grę a o wtajemniczenie w Święte Tajemnice.
-
Gość: A.R.Seniusz, px187.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
2006/02/01 21:14:00
Na marginesie dodam, że nieprzypadkiem finał Magnum Opus związany jest z czerwienią. Czerwień, kolor krwi, symbolizuje pełnię życia. Dlatego, przynajmniej w chrześcijaństwie wschodnim, jest ona kolorem paschalnym. Szaty Chrystusa na ikonach są zazwyczaj czerwono-niebieskie. Czerwień symbolizuje doskonałe człowieczeństwo Zbawiciela, kolor niebieski - Jego Boską naturę.