|
Kultura i religia dla kulturalnych i religijnych
Blog > Komentarze do wpisu
Z notatnika leniwca
1. Pożytki płynące z rozmów z dziećmi Moja starsza córka wkroczyła niedawno w okres dziecięcego strachu przed ciemnością. Niemal nie ogląda już ukochanego niegdyś serialu o przygodach psa Scooby-Doo gdyż boi się, że w nocy przyśnią się jej potwory. Ale właściwie czemu się ich boisz, spytałem niedawno, przecież wiesz, że w tych kreskówkach nie ma duchów ani potworów, są tylko ludzie, którzy się za nich przebierają. Spojrzała na mnie i odparła: skoro się przebrali to są duchami i ich nie cierpię. Ta odpowiedź jest tylko z pozoru dziecinna. Zawód aktora, który dziś miewa status półboga, był jeszcze całkiem niedawno uznawany za profesję mało chlubną. Znajomy Hrabia opowiadał niedawno, że ojciec znanej polskiej aktorki imieniem Beata do końca życia nie mógł przeboleć, iż jego córka wybrała taki zawód. Przypomina mi się też jedna z ulubionych lektur mojego dzieciństwa „Niezwykłe wędrówki Benjy Boone’a” pióra Maurice’a Dolbier, w której młody Beniamin poszukuje swojego ojca, wybitnego aktora, przemierzając z wędrowną trupą aktorską Nową Anglię i Środkowy Zachód i co rusz napotyka na niechęć purytańskiego społeczeństwa. Awersja do aktorskiej profesji nie ma jednak korzeni protestanckich. Kościół powszechny od zawsze z dystansem odnosił się do aktorskiej profesji, wychodząc z założenia, że wcielanie się w nieistniejące osoby albo istoty nieludzkie czy wręcz role „bogów”, odtwarzanie niemoralnych zachowań i spaczonych postaw, powodować może w dłuższym okresie czasu nieodwracalne zmiany w życiu wewnętrznym człowieka. Wzmaga próżność, pragnienie poklasku i chęć wpływania na widzów, stąd też aktorstwo może być bardzo niebezpieczne dla ludzi słabego ducha. Dlatego w pierwszych wiekach chrześcijaństwa a nawet znacznie później wymagano od pragnących przyjąć chrzest, aby porzucili zawód aktorski, co potwierdzają starożytne kanony i relacje świętych, np. Hipolita Rzymskiego. Z drugiej strony nie sposób zaprzeczyć, że sztuka, w tym teatr, ma swoje źródło w zdolności tworzenia, jaką Stwórca obdarzył człowieka. Sztuka potrafi nadać kształt rzeczom niewidzialnym, przybrać je w formy, które ułatwiają ich zrozumienie, o czym pisał Arystoteles wskazując, że sztuka dostarcza widzom katharsis, które umożliwia przezwyciężenie namiętności. Dlatego usiłowano teatr ochrzcić nadając mu postać misteriów. W innych kulturach teatr także związany był pierwotnie z mitologią a w najbardziej archaicznej warstwie z rytuałami szamanistycznymi (zob. istniejące po dziś dzień w Indiach teatry kathakali i jakszagana. Pytanie o relację wiary i sztuki jest niełatwe. Sztuka to najpotężniejsza broń, jaką posiada człowiek. Użyta w dobrej intencji rodzi cuda, użyta opacznie potrafi obudzić demony w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Czasem bywa też i tak, że zamysł autora - intentio auctoris różni się od osiągniętego rezultatu - intenio operis. Zatem czy sztuka, w tym teatr, dar Boga („bogów”), naprawdę nie potrzebuje alibi, jak twierdzą niektórzy? Niezwykłą i niewyjaśnioną moc aktorstwa potwierdza jeszcze jeden fakt z czasów pierwotnego Kościoła, mianowicie znane przypadki konwersji aktorów pogan, którzy w przedstawieniach parodiowali chrześcijańskie misteria. Samo powtórzenie słów rytuału chrzcielnego wystarczało, aby dokonać w ich duszach decydującej przemiany. Skoro się przebrali to są duchami… 2. Islamski uniwersalizm Rimbaud w Sezonie w piekle pisze o „nieprawej mądrości islamu”. Skłonny byłbym uznać te słowa poety za komplement. W islamie trudno doszukać się jakiejkolwiek mądrości, która nie byłaby dorobkiem podbitych przezeń starszych kultur. Zarazem jednak jest coś niepokojącego i fascynującego w uniwersalistycznej sile tej religii, która z lokalnego narzecza Zanzibaru uczyniła panafrykański język suahili i jeszcze kilkadziesiąt lat temu zdołała rozbić integralność terytorialną Indii tworząc na obu jej rubieżach dwa państwa pakistańskie. Islam jest mimo swojego zasięgu cywilizacją nietypową. Jego ekspansji terytorialnej nie towarzyszył wewnętrzny rozwój, jakieś wewnętrzne przemiany czy wzrost. Osiągnął pełnię na początku i mimo wczesnego podziału na szyitów, sunnitów i mnóstwo mniejszych sekt, pozostał w sensie oddziaływania cywilizacyjnego właściwie niezmieniony. Atutem islamu okazała się jego prostota. Islam, w istocie system nieskomplikowanych moralnych nakazów i zakazów, bazujący na Koranie, stanowiącym przedziwny melanż wczesnosyryjskich lekcjonarzy, judaistycznych komentarzy i elementów religii pierwotnych ludów Półwyspu Arabskiego, okazał się czymś w rodzaju nadcywilizacji (podcywilizacji?), która inkorporowała szereg starszych i bogatszych kultur, niemal zupełnie ich nie wchłaniając (w tym sensie stanowi on odwrotność cywilizacji chińskiej). Jest jeszcze jeden element wyróżniający islam spośród cywilizacji uniwersalistycznych: mocniejsze niż gdzie indziej rozpowszechnienie zinstytucjonalizowanego niewolnictwa a nawet istnienie zmilitaryzowanych państw niewolniczych, takich jak rządzony przez afgańską dynastię „niewolniczą” sułtanat Delhi i mamelucki sułtanat Egiptu, który dostarczał Turkom żołnierzy dla tłumienia powstań kreteńskich jeszcze w połowie XIX wieku. 3. Harry Potter i anglosaski imperializm kulturowy :) Niezbyt cenię ekranizacje Potterów. Książki te są zbyt obszerne i wielowątkowe, co zmusza scenarzystów do dokonywania karkołomnych nieraz skrótów i cięć. Wymusza to pazerność korporacji Warner Bros., która podjęła się ekranizacji cyklu książkowego zanim został on ukończony. Scenarzyści nie wiedzą do końca, które sceny fragmenty książek są naprawdę ważne a które stanowią tak typową dla Rowling zasłonę dymną. Nie radzą sobie też z wielowymiarową postacią Snape’a, który w filmach pełni rolę rozweselacza. Może się to odbić przykrą czkawką przy ekranizacji „Księcia Półkrwi”. Nie licząc w miarę udanego „Więźnia Azkabanu” pozostałe filmy stanowią raczej luźny zbiór epizodów z książek i tylko przy takim założeniu da się je oglądać bez skrzywienia, po prostu jako wirtualną wycieczkę po Hogwarcie i okolicach. Pewnego leniwego listopadowego wieczora sięgnąłem po „HP i Czarę Ognia”, gdzie moją uwagę przykuła scena przybycia uczniów z Beauxbatons i Durmstrangu do Hogwartu na Turniej Trójmagiczny. Odbiega ona nieco od opisu książkowego, jest bardziej widowiskowa i znakomicie nakręcona – szczególne wrażenie robi statek Durmstrangu wynurzający się z głębin szkockiego loch – ale nie to jest w tej scenie istotne. Warto natomiast zwrócić uwagę, w jaki sposób przedstawiono uczniów trzech szkół. Cóż widzimy: 1/ wielobarwny i rozbiegany, choć zarazem głęboko tkwiący w surowej tradycji Hogwart. Warto obejrzeć sceny usunięte z filmu w Dodatkach, gdzie znajduje się świetny fragment wspólnego odśpiewania hymnu szkoły przez cztery domy Hogwartu. To prawdziwe Glory na cześć mitu starej dobrej Anglii, jaki po dziś dzień żyje gdzieś w zakamarkach zbiorowej podświadomości mieszkańców Albionu. 2/ piękny, wymuskany ale zuniformizowany i pretensjonalny francuski Beauxbatons to karykatura francuskiego centralizmu i akademickiego estetyzmu. 3/ wreszcie siermiężny, rusko-pruski, przyodziany w mundury i szynele Durmstrang, kierowany przez dyrektora o obliczu Iwana Groźnego w późniejszym okresie życia. Ci, którzy pamiętają określenie those tribes użyte przez jednego z doradców Churchilla w stosunku do narodów, które znalazły się pod koniec II Wojny w sowieckiej strefie wpływów, nie powinni się dziwić, że w taki właśnie sposób przedstawiono położoną gdzieś w Bułgarii (?) szkołę o nazwie, która jest anagramem niemieckiego Sturm und Drang. Na szczęście mamy książki, gdzie wyobraźnia tworzy własne obrazy a anglosaskie stereotypy kulturowe są znacznie mniej widoczne. A skoro jesteśmy przy tematyce HP, oto wyłowiony z sieci dziwoląg z działki potteriańskiej apologetyki czyli kazanie amerykańskiego pastora porównujące postać Voldemorta do Judasza).
czwartek, 14 grudnia 2006, arseniusz
TrackBack
Komentarze
Gość: Aibhill, ero87.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/12/15 14:29:04
Estehl, no co Ty :P A Legolas? :> Tylko Ci, bo Mithrandir będzie zazdrosny :"D
Gość: Oneiros, cdu12.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/12/15 17:57:26
A tam, Legolas. Najbardziej rządził Gimli, ale zrobili z niego jeszcze większego chłystka niż z Esthela :\
:DDD PS. Mafia komiksowa zadała nam sztych ostateczny - "Blanketsy" już w sklepach, cena -> stówka.
Gość: Humanozerca, 90-156-33-23.as.kn.pl
2006/12/15 18:16:06
A mozeby kto potlumaczył te teksty o HP na język polski?
2006/12/15 23:31:11
No to poczekamy aż Panesthel kupi i zrecenzuje ;-D
Gość: Oneiros, cej77.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/12/16 14:13:33
Howgh!
Właśnie wracam od babci, pierwsze 30 PLN a`konto już jest :> Dręczy mnie jedkan myśl, że - wzorem kultowego rednacza - powinniśmy się złożyć na kompa dla Pana Dante :-D
Gość: Aibhill, esz165.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/12/16 14:42:26
Zazdroszczę Ci, że masz babcię...
Właśnie, co z Panem Dante? Można się z nim jakoś skontaktować?
Gość: Oneiros, cen100.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/12/16 18:27:11
Pandante się nie daje, nawet z zepsutym kompem oddziałuje na wirtual - dziś zlecił mi zarchiwizowanie jego wątku na FF :-D
Gość: Kot Warłap, cds140.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/12/17 22:31:59
Zapomniałem wiadomego linka :\ Gdybyś mógł mi przypomnieć, Gospodarzu, który to był...
Chwilowo jeszcze jednak nie jest potrzebny (dzięki Bogu). |
|
Zresztą, tak samo z "Władcą" :->
Sam nie lubię najpierw czytać książki, a potem oglądać filmu, bo zawsze czuję pewien stopień profanacji - Pandante już miał okazję się o tym nie raz przekonać w dyskusjach na ff :D
Na "Scooby-Doo" sam umierałem ze strachu kiedy byłem mały.
Absolutne drgawki i przerażenie łapały mnie na odcinku z zółtym ufoludem.