.
To nie będzie wpis o Kosowie. Może za kilka miesięcy, kiedy ucichnie medialny zgiełk, napiszę szkic o moim - w sensie własnej, kilkuletniej refleksji - Kosowie. Dziś parę słów o Jugosławii.
Konflikt o Kosowo jest przede wszystkim konfliktem serbsko-albańskim, ciągnącym się co najmniej od 1690 roku, czasu pierwszego anty-exodusu Serbów ze swojej Ziemi Obiecanej. Ale jego zakończenie – bo nie sądzę, by Serbowie byli jeszcze w stanie kiedykolwiek odzyskać tę ziemię – związane jest ze skrajnie niekorzystną sytuacją geopolityczną, w jakiej znalazła się Serbia po III wojnie bałkańskiej, zakończonej porozumieniem w Dayton w 1995 roku. Utrata Kosowa jest konsekwencja klęski, jaką poniosło wtedy państwo serbskie a odcięcie Kosowa jest ostatnim aktem rozpadu projektu politycznego o nazwie Jugosławia.
Mówiąc o Jugosławii w jej różnych postaciach, zbyt często zapominamy lub ignorujemy fakt, że najważniejszymi architektami jedności południowosłowiańskiej byli Chorwaci a zrąb ideowy przyszłego Królestwa SHS powstawał w Słowenii, na pełnym serbskich i chorwackich studentów uniwersytecie w Lublanie. Spoglądając wstecz możemy się dziś dziwić słowianofilskiemu optymistycznemu unionizmowi południowych Słowian, ale dla nich, wciśniętych w dwa rozległe imperia, takie rozwiązanie było projektem, dla którego warto żyć a nawet poświęcić życie.
Każdy projekt zjednoczenia Słowian nie mógł ominąć problemu stosunków z Rosją, największym a od pewnego czasu jedynym suwerennym państwem słowiańskim. Zwykle nie dziwi nas rusofilia Serbów (a powinna, bo Rosjanie uczynili dla nich znacznie mniej niż dla Bułgarów i Greków) ale nic nie wiemy o panslawizmie i rusofilii w kulturze chorwackiej. A były one tam zjawiskiem bardzo zauważalnym, obecnym już od XVII wieku, przy czym ich najważniejszymi przedstawicielami byli katoliccy księża: Juraj Križanić (+1683), pionier panslawizmu i studiów słowiańskich, który spędził w Rosji prawie dwadzieścia lat, z czego piętnaście na zsyłce w Tobolsku, która nie zmieniła jednak jego zapatrywań; Antun Kanižlic (+1777), poeta religijny, pionier studiów ekumenicznych i badań nad Wielka Schizmą; Andrija Kačić Miošić (+1760), franciszkanin, jedna z ważniejszych postaci chorwackiego Oświecenia, którego „Razgovor ugodni naroda slovinkoga” był lekturą równie popularną wśród prostych Chorwatów i Serbów. Później pałeczkę słowianofilską przejęli arcybiskup Josip Strossmayer (+1905), prawosławnym znany głównie ze słynnej mowy przeciwko dogmatyzacji nieomylności papieskiej na I Soborze Watykańskim i jego przyjaciel, historyk ks. Franjo Rački (+1894).
Tropy panslawistyczne odnaleźć można nawet przed Križanićem: klasyk chorwackiego baroku, dubrownicki dwujęzyczny patrycjusz Ivan Gundulić / Giovanni Gondola (+1638) nie był wolny od panslawistycznych marzeń, wychwalając w swojej kunsztownej poezji jedność Słowian „od mórz Północy po Adriatyk”. Zaś kilka wieków później, podczas wystawy w Londynie wybitny chorwacki rzeźbiarz Ivan Meštrović (+1962) uznał Kosowo za kluczowe wydarzenie w dziejach narodu jugosłowiańskiego (!).
Nie wiem, czy teza niektórych historyków, że najprawdziwszymi „Jugosłowianami z ducha” byli właśnie wielcy Chorwaci: Strossmayer, Meštrović, Tito, jest prawdziwa ale z pewnością wskazuje na pewien bardzo istotny składnik tej dziwnej tożsamości-nietożsamości narodowej Jugosłowian.
Oczywiście czempionów jedności południowosłowiańskiej znajdziemy i wśród myślicieli serbskich i słoweńskich. Istniały też równoległe tendencje separatystyczne, niechętne ponadnarodowym projektom. Współżycie Serbów i Chorwatów we wspólnym królestwie od początku nie było łatwe a feralny zamach czarnogórskiego posła w Skupsztinie w 1928 roku, którego ofiarami padli trzej posłowie Chorwackiej Partii Chłopskiej, był pierwszym poważnym sygnałem, że unionistyczny sen może kiedyś stać się koszmarem. Dwa narody mówiące jednym językiem odkryły, że prócz rzeczy, które je łącza, są też i takie, które je dzielą. Niestety, z czasem właśnie niechęć do słowiańskiego brata-bliźniaka stała się fundamentem świadomości narodowej jednych i drugich. Swoistym mężem opatrznościowym znowu okazał się Chorwat Tito, komunistyczny technokrata i zarazem fanatyczny jugoslawista, który zdołał powstrzymać nadejście koszmaru i secesji o kilkadziesiąt lat. Ale był to już ostatni jugoslawistyczny akcent położony przez naród chorwacki.




