Kultura i religia dla kulturalnych i religijnych
Kategorie: Wszystkie | Blog | Jemy i pijemy
RSS
wtorek, 03 marca 2009
Argyros wychodzi z cienia
Kto jest odważny i chce mu się wydać 10 złotych, może zakupić marcowy numer "Nowej Fantastyki". Znajdzie w nim m.in. moje opowiadanie „Skała Fotisa”.
wtorek, 20 stycznia 2009
Skruszyłeś głowy węży...
Wczoraj w Kościele prawosławnym obchodziliśmy święto Teofanii – Chrztu Pańskiego - Epifanii, jedną z najstarszych i najważniejszych uroczystości chrześcijańskich. Dwie Ewangelie rozpoczynają się od opisu narodzin Jezusa, dwie pozostałe od Jego chrztu. „W swoich narodzinach Syn Boży objawił się światu w sposób utajony, zaś w chrzcie objawił się w całej pełni” pisze św. Hieronim. Przez długi czas Boże Narodzenie i Objawienie stanowiły jedno święto (tak jest po dziś dzień u Ormian), dlatego schemat liturgiczny wigilii tych świąt jest na Wschodzie identyczny i różni się od wigilii pozostałych wielkich świąt cyklu rocznego.
niedziela, 02 marca 2008
Refleksja bałkańska. Chorwaci.

.



.




To nie będzie wpis o Kosowie. Może za kilka miesięcy, kiedy ucichnie medialny zgiełk, napiszę szkic o moim - w sensie własnej, kilkuletniej refleksji - Kosowie. Dziś parę słów o Jugosławii.

Konflikt o Kosowo jest przede wszystkim konfliktem serbsko-albańskim, ciągnącym się co najmniej od 1690 roku, czasu pierwszego anty-exodusu Serbów ze swojej Ziemi Obiecanej. Ale jego zakończenie – bo nie sądzę, by Serbowie byli jeszcze w stanie kiedykolwiek odzyskać tę ziemię – związane jest ze skrajnie niekorzystną sytuacją geopolityczną, w jakiej znalazła się Serbia po III wojnie bałkańskiej, zakończonej porozumieniem w Dayton w 1995 roku. Utrata Kosowa jest konsekwencja klęski, jaką poniosło wtedy państwo serbskie a odcięcie Kosowa jest ostatnim aktem rozpadu projektu politycznego o nazwie Jugosławia.

Mówiąc o Jugosławii w jej różnych postaciach, zbyt często zapominamy lub ignorujemy fakt, że najważniejszymi architektami jedności południowosłowiańskiej byli Chorwaci a zrąb ideowy przyszłego Królestwa SHS powstawał w Słowenii, na pełnym serbskich i chorwackich studentów uniwersytecie w Lublanie. Spoglądając wstecz możemy się dziś dziwić słowianofilskiemu optymistycznemu unionizmowi południowych Słowian, ale dla nich, wciśniętych w dwa rozległe imperia, takie rozwiązanie było projektem, dla którego warto żyć a nawet poświęcić życie.

Każdy projekt zjednoczenia Słowian nie mógł ominąć problemu stosunków z Rosją, największym a od pewnego czasu jedynym suwerennym państwem słowiańskim. Zwykle nie dziwi nas rusofilia Serbów (a powinna, bo Rosjanie uczynili dla nich znacznie mniej niż dla Bułgarów i Greków) ale nic nie wiemy o panslawizmie i rusofilii w kulturze chorwackiej. A były one tam zjawiskiem bardzo zauważalnym, obecnym już od XVII wieku, przy czym ich najważniejszymi przedstawicielami byli katoliccy księża: Juraj Križanić (+1683), pionier panslawizmu i studiów słowiańskich, który spędził w Rosji prawie dwadzieścia lat, z czego piętnaście na zsyłce w Tobolsku, która nie zmieniła jednak jego zapatrywań; Antun Kanižlic (+1777), poeta religijny, pionier studiów ekumenicznych i badań nad Wielka Schizmą; Andrija Kačić Miošić (+1760), franciszkanin, jedna z ważniejszych postaci chorwackiego Oświecenia, którego „Razgovor ugodni naroda slovinkoga” był lekturą równie popularną wśród prostych Chorwatów i Serbów. Później pałeczkę słowianofilską przejęli arcybiskup Josip Strossmayer (+1905), prawosławnym znany głównie ze słynnej mowy przeciwko dogmatyzacji nieomylności papieskiej na I Soborze Watykańskim i jego przyjaciel, historyk ks. Franjo Rački (+1894).

Tropy panslawistyczne odnaleźć można nawet przed Križanićem: klasyk chorwackiego baroku, dubrownicki dwujęzyczny patrycjusz Ivan Gundulić / Giovanni Gondola (+1638) nie był wolny od panslawistycznych marzeń, wychwalając w swojej kunsztownej poezji jedność Słowian „od mórz Północy po Adriatyk”. Zaś kilka wieków później, podczas wystawy w Londynie wybitny chorwacki rzeźbiarz Ivan Meštrović (+1962) uznał Kosowo za kluczowe wydarzenie w dziejach narodu jugosłowiańskiego (!).

Nie wiem, czy teza niektórych historyków, że najprawdziwszymi „Jugosłowianami z ducha” byli właśnie wielcy Chorwaci: Strossmayer, Meštrović, Tito, jest prawdziwa ale z pewnością wskazuje na pewien bardzo istotny składnik tej dziwnej tożsamości-nietożsamości narodowej Jugosłowian.

Oczywiście czempionów jedności południowosłowiańskiej znajdziemy i wśród myślicieli serbskich i słoweńskich. Istniały też równoległe tendencje separatystyczne, niechętne ponadnarodowym projektom. Współżycie Serbów i Chorwatów we wspólnym królestwie od początku nie było łatwe a feralny zamach czarnogórskiego posła w Skupsztinie w 1928 roku, którego ofiarami padli trzej posłowie Chorwackiej Partii Chłopskiej, był pierwszym poważnym sygnałem, że unionistyczny sen może kiedyś stać się koszmarem. Dwa narody mówiące jednym językiem odkryły, że prócz rzeczy, które je łącza, są też i takie, które je dzielą. Niestety, z czasem właśnie niechęć do słowiańskiego brata-bliźniaka stała się fundamentem świadomości narodowej jednych i drugich. Swoistym mężem opatrznościowym znowu okazał się Chorwat Tito, komunistyczny technokrata i zarazem fanatyczny jugoslawista, który zdołał powstrzymać nadejście koszmaru i secesji o kilkadziesiąt lat. Ale był to już ostatni jugoslawistyczny akcent położony przez naród chorwacki.

20:54, arseniusz , Blog
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 grudnia 2007
Ptolemejska tajemnica Narni


.
Nawet pobieżna znajomość biografii C.S.Lewisa wystarczy by przyznać, że skala jego fascynacji intelektualnych, w tym ściśle literackich, była niezwykle szeroka, zdecydowanie szersza niż większości jego wielkich kolegów po piórze, w tym Tolkiena. Znana jest negatywna opinia Profesora na temat stworzonego przez Lewisa uniwersum Narni, będącego, jego zdaniem, chaotycznym melanżem antycznych mitów, średniowiecznych opowieści rycerskich i ulubionych baśni Jacka.

Inni krytycy nie byli tak surowi i usiłowali odnaleźć tajemnicze ogniwo spajające w jedną całość „Opowieści z Narni”. Nie było to zadanie łatwe. Lewis poruszał temat niechętnie i z żadnej z jego wypowiedzi nie dało się wysnuć definitywnego rozwiązania zagadki. Dopatrywano się w siedmiu tomach ubranego w baśniową formę komentarza do siedmiu grzechów głównych, siedmiu sakramentów czy też siedmiu części spencerowskiego The Faerie Queene. Znacznie częściej skłaniano się ku opinii Tolkiena, wybaczając autorowi potknięcia przy konstruowania powieściowego świata, rekompensowane przecież po wielokroć przez misternie pomyślane fabuły.

Swojego czasu przedstawiłem na Studionie interesującą hipotezę Brytyjczyka Michaela Warda, który doszedł do wniosku, że każdy z siedmiu tomów narnijskiego cyklu ma swojego „kosmicznego patrona” w postaci jednej z siedmiu planet dostrzegalnych gołym okiem z Ziemi. Od czasu, gdy zamieściłem ten wpis upłynęło trochę wody w Tamizie i Michael Ward zdołał solidnie opracować temat. W najnowszym numerze amerykańskiego miesięcznika chrześcijańskiego "Touchstone" ukazał się właśnie artykuł Warda będący wprowadzeniem do jego książki „Planet Narnia”, która ukaże się wkrótce nakładem Oxford University Press. Polecam go wszystkim, którzy interesują się twórczością Inklingów i ich związkami z literackimi tradycjami Wieków Średnich i Renesansu.

„Touchstone” jest pismem nierównym, ewidentnie przygniecionym przez cień Starszego Brata, jednak nierzadko trafiają się tam prawdziwe perełki. Ot, choćby szkic, z którego można się dowiedzieć, co mają wspólnego Dzieje Apostolskie i Eneida.


15:35, arseniusz , Blog
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 stycznia 2007
Spadam

Od dziś Studion przenosi się pod nowy adres:

http://studyta-arseniusz.blogspot.com

Dotychczasowy blog będzie uzupełniany od czasu do czasu notkami podsumowującymi to, co dzieje się na nowym miejscu, po to żeby nie zniknął z bloxa. Zapraszam wszystkich, na blogspocie czeka już nowy wpis.

14:24, arseniusz , Blog
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22